NARVIK 1940

9 kwietnia 1940 roku o godzinie 5.00 rano pierwsze oddziały 139 Gebirgsjäger Regiment wchodzące w skład 3 Gebirgsjäger Division wylądowały w Narviku. Po wylądowaniu Major-Generał Eduard Dietl zażądał poddania norweskiego garnizonu od pułkownika Konrada Sundlo, który przystał na niemieckie żądania. Jednakże 200 norweskich żołnierzy odmówiło złożenia broni i wymaszerowało z miasta.

O godzinie 0810 Dietl zameldował Oberkommando der Wehrmacht, iż Narvik znalazł się w niemieckich rękach. Teraz czekało go zadanie przygotowania i zabezpieczenia miasta przed atakiem połączonych francusko-brytyjskich sił inwazyjnych. Świadomość ta wraz z informacjami, iż 3 statki pełne zaopatrzenia (zawierającego m.in. 15 cm działa) zostały zatopione przez Royal Navy nie napawała optymizmem.

139 GJ Reg posiadał tylko czasowe wsparcie dział z niszczycieli Grupy Uderzeniowej nr 1, które w niedługim czasie musiały powrócić do Niemiec, aby uzupełnić paliwo.
Z dwóch tankowców wysłanych celem dostarczenia paliwa 10 niszczycielom tylko jeden dotarł do Narviku, drugi zaś został zatopiony przez Royal Navy. 5 Brytyjskich niszczycieli wpłynęło do zatoki 10 kwietnia i otworzyło ogień do tankowca oraz dwóch niszczycieli znajdujących się w jego sąsiedztwie.

Reszta przebywającej w Narviku niemieckiej floty, która wcześniej udała się w górę fiordu, zaalarmowana odgłosami bitwy, udała się w jej rejon. W wyniku tego manewru i niespodziewanego ataku z drugiego kierunku Brytyjczycy stracili dwa statki: H.M.S. HARDY i H.M.S. HUNTER. Miała to być pierwsza z szeregu morskich bitew, stoczonych przez Royal Navy i Kriegsmarine, które zakończą się stratą wszystkich10 niemieckich niszczycieli.
W wyniku tego Dietl został odcięty od wszelakiej pomocy i dostaw ciężkiego sprzętu, dysponując jedynie 4600 GJ wspartymi przez około 2600 marynarzy z Krigsmarine, wyposażonych w zdobyczny norweski sprzęt.

http://www.gaissmair.net/Originals/kuva_27_.jpg


W kwietniu mroźne, zimowe wiatry nadal panowały nad Narvikiem, a śnieg wypełniał doliny i okoliczne wioski sprawiając, iż przetrwanie stawało się naprawdę trudne.


Po ulokowaniu swojej kwatery głównej w Hotelu “Royal” Dietl szybko ustalił linię obronną miasta przenosząc dwa bataliony 27 km na północ, wraz z batalionem złożonym z marynarzy Krigsmarine, którzy mieli za zadanie obsadzić pobliskie fiordy.

Royal Navy zablokowała wybrzeża i dostawy jedzenia, broni i posiłków dla niemieckich jednostek stacjonujących w Narviku, jednocześnie umożliwiając aliantom nieprzerwane dostawy sprzętu i wojska.

Próby dostarczenia zaopatrzenia przy pomocy Luftwaffe odniosły mały sukces gdy w dniu 14 kwietnia udało się wylądować z 7.5 cm baterią dział na tafli skutego lodem jeziora. Jednakże zły stan podłoża zapobiegł odlotowi maszyny, blokując to prowizoryczne lotnisko. Niemniej, z powodu złej pogody, aż do połowy maja Luftwaffe została pozbawiona możliwości dostarczenia zaopatrzenia w rejon Narviku.

Jedyną nadzieją Dietla i 3 Gebirgs Division została 30 km linia kolejowa, biegnąca w kierunku szwedzkiej granicy. 13 kwietnia po odebraniu kilku raportów o obecności w jej najbliższym sąsiedztwie norweskich oddziałów, Dietl podjął ryzyko wysłania tam kompani (celem oczyszczenia terenu z wrogich jednostek), oraz oddziału narciarzy, które miały zabezpieczyć prawą flankę głównego oddziału. Gdy kompania zbliżyła się w rejon mostu z dobrze przygotowanych i ukrytych pozycji Norwegowie otworzyli ogień. Na moście znajdowały się oddziały inżynieryjne norweskiej armii. Jeżeli udałoby się im założyć ładunki i zniszczyć most, oddziały Dietla byłyby całkowicie odcięte od zaopatrzenia drogą lądową.
Dowódca oddziału, chcąc zapobiec wysadzeniu mostu podzielił podległych mu żołnierzy na dwie grupy, z których jedna miała zająć się wyeliminowaniem inżynierów starających się uzbroić ładunki wybuchowe, a druga zapobiec wysadzeniu już podłożonych. W wyniku gwałtownej i zaciekłej wymiany ognia tylko jeden ładunek wybuchowy został zdetonowany, lekko uszkadzając most. Następnie norweski dowódca postanowił zaatakować tunel Bjornfell, gdzie walki trwały około 2 godziny. Kontratak GJ był tak intensywny i zaciekły, iż starszy norweski oficer i 45 jego ludzi postanowiło się poddać, gdy reszta oddziału uciekła w stronę szwedzkiej granicy. Linia kolejowa była zabezpieczona i Hitler miał zamiar zwiększyć naciski na Szwecję, aby dostarczyć okrążonym jednostkom zaopatrzenia. Szwedzki rząd odmawiał jednak pogwałcenia swej neutralności nie pozwalając na dostarczenie wyposażenia, wojska i broni, zezwolił jednak na przewóz personelu medycznego, zaopatrzenia i racji żywnościowych do Narviku. Niemniej droga kolejowa nadal nie była zupełnie bezpieczna, gdyż znajdowała się w zasięgu dział pokładowych statków Royal Navy.

http://www.gaissmair.net/Originals/kuva88_.jpg


Jako, że jedna kompania GJ była w stanie zabezpieczyć most kolejowy w walkach z norwegami, brytyjska 24 Brygada Piechoty wylądowała na północ od wroga i nawiązała kontakt z norweską 6 Dywizją.

W trakcie pierwszych dwóch tygodni alianci wielce przecenili zdolności bojowe niemieckich jednostek w Narviku i zamiast uderzyć na miasto postanowili utworzyć swoją kwaterę główną na wyspie Hinnöy.

W ciągu następnych kilku miesięcy aktywność aliantów ograniczała się do patroli i prób odbicia miasta, które napotykały zaciekłą niemiecka obronę. W związku z tym alianci zwiększali codziennie natężenie ostrzału z dział pokładowych celem zniszczenia jednostek znajdujących się w mieście poprzez ostrzał artyleryjski.

W tym czasie GJ i ocaleli marynarze z Kriegsmarine mogli jedynie naprawiać i umacniać swoje pozycje wewnątrz miasta. Po kilku pierwszych, odpartych atakach, alianci przypuścili nieustający niemalże szturm na niemieckie pozycje, nie dając oblężonym chwili wytchnienia.
Pod osłoną śnieżnej burzy norweski batalion natrafił na 3 Kompanię 1 Batalionu 139 GJ Reg, jednakże zastosowanie maskowania zimowego umożliwiło wówczas norwegom niezauważone przejście obok niemieckich pozycji. Dopiero w godzinach popołudniowych, gdy śnieżna wichura ustała, GJ zauważyli, iż norweska artyleria ma trudności z rozstawieniem.

Obfite opady śniegu uniemożliwiły im ustawienie artylerii na wysuniętych pozycjach, jednakże zachodzące słońce i zapadający z wolna zmierzch uczyniły niemożliwym natychmiastowy atak. Wraz z pierwszym promykiem słońca, następnego dnia GJ przedzierali się przez śnieg niekiedy sięgający do piersi, aby dotrzeć do skrzyżowania dróg, które stanowiło doskonałe miejsce do ostrzału norweskich pozycji. Skutkiem ataku miało być całkowite niemal zniszczenie norweskich oddziałów.

Ataki aliantów na północny sektor stawały się coraz bardziej zaciekłe, gdyż w tym okresie walczyli tam już nie tylko Brytyjczycy i Francuzi, ale także Polacy i Norwegowie. Jednak słaba koordynacja działań ułatwiała GJ ich odparcie. Wiązało się to mimo wszystko z systematycznym topnieniem niemieckich wojsk.

Zdając sobie sprawę, iż ataki na północny sektor wydają się być bez szans na powodzenie, alianckie dowództwo postanowiło przenieść ciężar natarcia na południową flankę, a dokładnie na mały port o nazwie Sildvik.

Tutaj znajdowała się tylko jedna kompania GJ, wzmocniona przez marynarzy Kriegsmarine, którzy odpierali ciągłe ataki przez okres niemalże dwóch tygodni. Jednostką z którą przyszło im walczyć byli podhalańczycy, którzy nieustannie atakowali, aż do 28 maja. Pomimo poważnych strat obrońcy zdołali utrzymać wspomniany odcinek frontu.

Nieustanne ataki aliantów sprawiały, że żołnierze GJ i Kriegsmarine byli powoli wypierani ze swych pozycji obronnych. Dietl wywnioskował z kierunku natarcia aliantów, iż celem ataku jest zajęcie linii kolejowej i marsz w kierunku szwedzkiej granicy, który całkowicie odciąłby Niemców od zaopatrzenia.

Pierścień okrążenia wokół GJ zaciskał się z każdą straconą pozycją i liczba zabitych rannych, lub chorych dramatycznie rosła. O wiele trudniej przychodziło teraz Dietlowi zachowanie ciągłości frontu i uzupełnianie luk, aby zachować sprawną linie obrony. W związku z odcięciem dostaw racji żywnościowych, a nawet niemożliwością zapalenia ogniska celem przetrwania w śnieżnej zawiei sytuacja Dietla i jego żołnierzy stała się dramatyczna. Mógł on tylko zwiększyć częstotliwość próśb o przysłanie posiłków wiedząc, że priorytet ma niemiecka ofensywa na zachodzie.

Niemiecki sukces we Francji nie zapobiegł zajęciu przez 15000 alianckich żołnierzy Narviku. Po przegranej żołnierze GJ i Kriegsmarine zostali sformowani w tzw. Kampfgruppe Dietl.
27 maja o godzinie 23.00 flotylla Royal Navy wpłynęła do Ofotfjord i otworzyła ogień do jednostek Kampfgruppe. Miało to na celu umożliwienie lądowania dwóch batalionów francuskich wojsk kolonialnych oraz ataku na tunel kolejowy Chasseurs Alpini. W wyniku tych natarć Narvik został zdobyty, ale odcięte w nim jednostki GJ nadal walczyły z aliantami.
Położenie Kampfgruppe było nadzwyczaj trudne pomimo, iż 4 maja jednostki 2 Gebirgsjäger Division wystartowały z Trondheim na północ i 10 maja znalazły się na odległość 280 km od Narviku.

http://www.gaissmair.net/Originals/kuva_36_.jpg


14 maja rozpoczęto kierowanie w rejon walk jednostek Fallschirmjager, a na początku czerwca miał miejsce transfer 137 Gebirgsjäger Regiment.

Pomimo, iż przybycie powyższych jednostek wielce odciążyło jednostki Kriegsmarine i 139 GJ Reg, sumarycznie nie posiadały one wartości bojowej, zdolnej odeprzeć nadchodzący atak aliantów.

Plan alianckiego dowództwa przewidywał atak od północy i południa, tworząc swoiste kleszcze, które miały za zadanie zniszczenie pozostałych niemieckich oddziałów.

Na południowym odcinku alianci uzyskali niewielkie postępy, niemniej na północnym resztki jednostki Kampfgruppe zostały zredukowane do małego przyczółka broniącego linii kolejowej. Jednostki broniące tej „linii życia” składały się z marynarzy Kriegsmarine i 2 Batalionu 139 GJ Regiment, oraz 1 Batalionu 1 Fallschirmjager Regiment, podczas gdy jego północnej flanki bronił 1 Batalion 139 Regimentu, pozostający w rezerwie. Po 2 miesiącach walk oddziały te stanowiły zaledwie cień swego pierwotnego stanu, przekonane iż następny atak spowoduje całkowite ich zniszczenie. Jednakże następny atak, przeprowadzony 7 czerwca nie był tak intensywny jak się spodziewano i został z łatwością odparty, po czym nastąpiła przerwa w walkach. 8 czerwca patrole GJ wracające z rekonesansu złożyły raport, iż Narvik został opuszczony przez aliantów w nocy z 7 na 8 czerwca. Narvik został ponownie zajęty przez niemieckie wojska.

http://www.gaissmair.net/Originals/kuva_57--.jpg


Druga Dywizja rozpoczęła rekrutację dodatkowych jednostek 9 maja. Miały one posłużyć do stworzenia 2 kompanii spadochroniarskich, które miały zostać zrzucone w rejon Narviku. W efekcie akcji rekrutacyjnej zgłosiło się więcej ochotników niż przewidywano.
Ci którzy zostali wybrani przeszli przyśpieszony i podstawowy kurs, przed przerzuceniem w rejon miasta.. Podczas skoku tylko 3 osoby zostały lekko ranne. W wiadomości, którą Dietl wysłał 3 czerwca do oficera dowodzącego 137 Regimentem informował go o stracie jednego dowódcy kompanii. Sumarycznie w wyniku operacji 1/3 podoficerów i żołnierzy została zabita, ranna, lub uznana za zaginionych.

23 kwietnia pozostałe jednostki wchodzące w skład 3 Gebrigs Div, wraz z 2 Gebrigs Div zostały postawione w stan gotowości do odlotu. Zostały wyekwipowane w ocieplane sorty mundurowe, co mogło wskazywać, iż ich celem będzie Norwegia, lub właśnie Narvik.
Rozkaz przesłany generałowi Feursteinowi, dowódcy 2 Gibrigs Div, brzmiał następująco: "Macie skierować się w rejon Trondheim i zabezpieczyć północną drogę zaopatrzeniową, którą mogłoby dotrzeć zaopatrzenie do wojsk generała Dietla, stawiającego czoła przeważającym siłom wroga". Szybkość miała okazać się kluczową kwestią w przeprowadzeniu i sukcesie całej operacji ze względu na słaby system dróg i trakcji kolejowych w tamtym terenie. Wydawało się oczywiste dla Feursteina, iż zdecydowanie więcej czasu zajmie transport Dywizji do Trondheim, niż do Narviku.

http://www.gaissmair.net/Originals/kuva_31_.jpg


W celu usprawnienia transportu Feurstein rozkazał, by pancerne eszelony przetransportowano z doliny Ahr do Jutlandii, a następnie drogą morską do Trondheim. Pociągi miały dotrzeć do Trondheim statkami ze Szczecina przez Bałtyk. Ciężkie jednostki miały pozostać w dolinie Ahr. 3 Batalion składał się w efekcie z regimentu artylerii, dział przeciwczołgowych, batalionu zwiadowczego i kolumny transportu zmotoryzowanego.

2 maja pierwsze oddziały 2 batalionu 137 Regimentu, ½ baterii dział i pluton pionierów zostały przetransportowane samolotami JU52 z Kopenhagi do Trondheim. Pozostała część Kampfgruppe miała za zadanie dotrzeć do celu drogą morską. 2 batalion 136 Regimentu, a batalion artylerii, oraz dowództwo 136 Regimentu miały pokonać morze na dwóch frachtowcach i dwóch mniejszych statkach handlowych, które zamieniono w statki transportowe.

http://www.gaissmair.net/Originals/kuva_17.jpg


Statki transportujące GJ miały być eskortowane przez flotylle 7 statków, w której skład wchodziło m.in. 6 stawiaczy min. Konwój rozpoczął rejs 30 kwietnia. Szczęście jednak w tej podróży nie miało im towarzyszyć. Jak tylko wpłynęli na pełne morze torpeda z brytyjskiej łodzi podwodnej trafiła transportowiec Bahia Castillo. Kapitan statku Buenos Aires rozkazał, aby GJ będący na pokładzie opuścili statek. Rozkaz padł w chwili, gdy druga torpeda uderzyła w statek. Buenos Aires i Bahia Castillo zostały skutecznie trafione brytyjskimi torpedami, niemniej Buenos Aires została tak ciężko uszkodzona, iż utonęła wraz z jucznymi zwierzętami regimentu i większością ekwipunku, nim statki zdążyły dotrzeć do portu w Frederickshaven.

Reszta oddziałów w Trondheim wyruszyła w 1200 km marsz drogami, które stanowiły wąski pas ziemi przecinający górskie tereny. Wąska przepustowość drogi zmusiła oddziały do podróżowania batalionami – jeden za drugim, wraz z wysuniętymi na czoło oddziałami zwiadowczymi.

Pierwszym celem na trasie marszu był niewielki port Namsos. Większość alianckich oddziałów zajmujących miasto została wcześniej ewakuowana drogą morską. Oddziały, które nie zdążyły się ewakuować wyruszyły w stronę Narviku.

Feurstein był zdecydowany zniszczyć te oddziały nim dotrą do celu. Nawet pomimo forsownego marszu GJ nie zdołali nawiązać kontaktu z Brytyjczykami. Mosjoen było dużym miastem na trasie marszu Dywizji, gdzie Feurstein miał nadzieję związać walką aliantów. Od tego zamiaru powstrzymała go bardzo silna straż tylnia aliantów oraz skrajnie niesprzyjający teren stanowiący połączenie tundry, bagna i litej skały. Na domiar złego, przez cały czas padał deszcz zamieniając wszelakie ścieżki i drogi w rzeki błota. Nocami temperatura spadała poniżej zera powodując zamarzanie zarówno błota spowijającego drogi jak i kompletnie przemoczonego umundurowania GJ.

http://www.gaissmair.net/Originals/kuva_52-.jpg


Wycofujące się oddziały brytyjskie zdążyły wysadzić mosty na wszystkich rzekach znacznie utrudniając GJ marsz i zmuszając ich do szukania brodów w rwących rzekach, lub tworzenia tymczasowych mostów przez jednostki pionierów. Aby zapobiec odmrożeniom GJ przed każdą przeprawą zdejmowali ekwipunek i umundurowanie tak by go nie zmoczyć. Jednostki gebirgs-pioniere w tym czasie przygotowywały tymczasowe przeprawy zdolne do transportu ciężkiego sprzętu i ciężarówek.

Mimo wielu trudności GJ dotarli do Mosjoen. Dowódca Dywizji w uznaniu osiągnięć swoich podkomendnych udzielił im pochwały podczas uroczystego apelu. W przeciągu siedmiu dni pokonali oni 400 km, aby dotrzeć do celu pomimo nieustannych walk z tylnią strażą aliantów i opóźnieniami wywołanymi przez wysadzone mosty. W wyniku zajęcia Mosjoen Kwatera Główna Feursteina otrzymała sygnał od Dietla, aby przyśpieszyć jeszcze marsz. Feurstein, był zmuszony jeszcze bardziej forsować marsz wycieńczonych oddziałów. Wszystko szło zgodnie z planem, nim pierwsze oddziały nie dotarły w rejon małej wioski Elsfyord. Tutaj droga kończyła się wezbraną rzeką i zaczynała ponownie na drugim brzegu. W czasie pokoju Norwegowie używali łodzi, aby przeprawić się na drugi brzeg, niemniej ilość łodzi jakimi dysponowali GJ była za mała nawet, aby przetransportować oddziały zwiadowcze, które mogłyby zabezpieczyć brzeg. Na domiar złego Brytyjczycy zaczęli desantować nowe oddziały w okolicy Hemnes, aby zatrzymać marsz GJ w kierunku Narviku.

http://www.gaissmair.net/Nord_PK/jokiylitys_.jpg


Feurstein musiał działać błyskawicznie, by zapobiec ustanowienia przyczółku przez aliantów, lecz uniemożliwiał mu to brak łodzi. Rozwiązał ten problem korzystając z wodnosamolotów JU 52, aby przetransportować oddziały w rejon Hemnes.

JU 52 zaczęły lądować, gdy statki Royal Navy opuściły fiord. Natychmiast po wylądowaniu GJ rozpoczęli walkę o wioskę powoli, lecz systematycznie zdobywając budynek za budynkiem. W międzyczasie Rogal Navy zawróciła jeden z niszczycieli, aby wsparł działami pokładowymi walczących na lądzie Brytyjczyków – niemniej został on zmuszony do wycofania się przy pomocy artylerii. Pozbawieni wsparcia ogniowego z morza, Brytyjczycy zostali zmuszeni do odwrotu.

Nawet pomimo zdobycia Hemnes, GJ nadal czekał ponad 300 km “spacer”, by dotrzeć do oddziałów Dietla. Po drodze nieustannie nękały ich oddziały aliantów, zatrzymując marsz jak np. w miasteczku Stien, gdzie przednie straże nie były w stanie zdobyć miasta i trzeba było czekać na podciągnięcie artylerii. Tylko w ten sposób zdołali zmusić Brytyjczyków do wycofania się i pozostawienia zabitych i rannych. Działania podjęte w Stien ustanowiły wzorzec wykorzystany w Mo, Vensmoen, Rognan, Finneda, Hopen i Soerfold. To stąd mieli oni pokonać ostatni odcinek dzielący ich od wojsk Dietla w Narviku.
Sytuacja w mieście była tak zła, iż Dietl wysłał wiadomość, że zdoła wytrzymać jeszcze tylko kilka dni.

W tym momencie oddziały Feursteina pokonały 1000 km i nadal czekał ich 200 km marsz. By wspomóc oddziały w Narviku, Feurstein wiedząc, iż jego podkomendni nie pokonają tej odległości w tak krótkim czasie wydał 22 maja rozkaz nakazujący stworzenie trzech wzmocnionych batalionów. Każda kompania miała wyznaczyć jednego, lub dwóch najlepszych żołnierzy spomiędzy swoich szeregów i sformować pluton, lub dwa na poziomie każdego batalionu. Miały być one prowadzone przez energicznych dowódców z kwalifikacjami alpinistycznymi – przeważnie byli to dumni posiadacze odznak Bergfuhrera.
Regiment miał zawierać bataliony złożone z 2 lub 3 kompanii wspieranych przez ciężkie karabiny maszynowe, pluton artylerii górskiej, a koordynowanych i dowodzonych przez pioniere Leutnanta Von Hengla. Działania, których miał się podjąć nazwano… Operacją "BUEFFEL".

http://www.gaissmair.net/Originals/kuva_26_.jpg


Trasa którą pokonali to 200 km forsownego marszu, wiodącego przez pozbawiony dróg i ludzkich siedzib teren, poprzez zamarznięte rzeki, śnieg głęboki na metr i sięgający piersi, oraz nieustające śnieżyce. Wszystko to przeprowadzone przy pomocy kompasów nieustannie zakłócanych przez magnetyczny wpływ Bieguna Północnego.

Jedyne wsparcie, jakie otrzymały oddziały uczestniczące w Operacji “Bueffel” był zrzut zaopatrzenia wykonany przez 3 JU52, które zrzuciły namioty i racje żywnościowe, umożliwiające utworzenie 4 składów dla postępujących oddziałów. Wojska te zmuszone były pokonywać rzeki nago, by zapobiec odmrożeniom od przemoczonej odzieży. Trudności jakie napotkali trudno dziś sobie nawet wyobrazić, gdyż dodatkowo przez całą niemal drogę towarzyszyła im śnieżyca przerywana przez lodowaty deszcz.

Rankiem 9 czerwca dyżurny otrzymał wiadomość, iż Operacja “Bueffel” została anulowana. Poprosił on o ponowne nadanie wiadomości, by upewnić się, iż poprawnie ją odczytał. Jej treść stanowiła, iż po 57 dniach marszu w kierunku Trondheim, Norwegia skapitulowała.

Walki w Norwegii dobiegły końca. 13 czerwca grupa GJ wydzielona z oddziałów uczestniczących Operacji “Bueffel” nawiązała kontakt z ludzmi Dietla w Narviku. Tego samego dnia OberKommando der Wehrmacht nadał następujący, lakoniczny komunikat:

“…wyselekcjonowany oddział Gebrigsjägerów, który rozpoczął marsz 2 czerwca na północ od Fauske maszerując poprzez skrajnie wrogi teren 13 czerwca nawiązał kontakt z oddziałami stacjonującymi w Narviku”.

http://www.gaissmair.net/Nord_PK/keng%E4tZ.jpg


PS: Za pracę nad przygotowaniem opracowania chciałem serdecznie podziękować Joelowi Couplandowi z Grupy Rekonstrukcji Historycznej „Michael Gaissmair” z Finlandii.

 

Opracował: "Yuri"